Historia Fast

Fasty jeszcze pół wieku temu pracowały pełną parą. Dziś mało kto kojarzy tę nazwę z wielką fabryką włókienniczą, produkującą w PRL-u słynne na całą Polskę kratki. Tak samo trudno   zgadnąć czym zajmowały się pracujące tam pruczki, przewijarki, cewiarki, klejarki czy smarowaczki. To zawody już nieistniejące. Pofabryczne budynki także zmieniają się w ruiny. Dawni robotnicy i robotnice – przez lata zapomniani – chcą jednak, by w pamięci miasta zachowała się karta o Fastach – socjalistycznym kolosie, który dla wielu stał się szansą na lepsze życie.

Fasty – dziecko planu 6-letniego

Białostocki Zakład Przemysłu Bawełnianego Fasty mimo, że jeszcze pół wieku temu pracował pełną parą dziś jest nieznaną i pomijaną kartą białostockiej historii. Budynki trzeciej co do wielkości fabryki włókienniczej w PRL-u, produkującej słynne na całą Polskę kratki, zmieniają się w ruiny. Dawni pracownicy czują się zapomniani, a ich trud z dzisiejszej perspektywy wydaje się bezcelowy. W Fastach w okresie największego rozkwitu pracowało ponad 7 tys. ludzi. Były to głównie kobiety z okolicznych wsi.

Białystok zawdzięcza swoją pozycję jednego z większych miast wschodniej Polski przemysłowi włókienniczemu. Najintensywniej rozwijał się w XIX wieku. Dzięki koniunkturze na rynku powstały tu duże fabryki. Najbardziej znane to Beckera, Hermana Commichau, Hasbacha. Po wojnie zostały znacjonalizowane, ale większość nadal pracowała pod innymi nazwami (Biruna, Pasmanta, Fabryka Sierżana).

Mając odpowiednie zaplecze, władze PRL w 1953 roku rozpoczęły budowę kombinatu, który miał pokazać rozmach socjalistycznej gospodarki. Projekt generalny budowy nowej fabryki opracowało moskiewskie Biuro Projektów „Giprolegprom”. Budowa BZPB Fasty, dziecka planu 6-letniego trwała etapami. Już w 1954 roku ruszyła z produkcją przędzalnia średnioprzędna. Budowa zakończyła się dopiero w 1969 roku, kiedy oddano do użytku ostatni obiekt – drukarnię. Tak powstało największe przedsiębiorstwo w powojennej historii Białegostoku i trzecia co do wielkości fabryka włókiennicza PRL. Działa blisko pół wieku.

Fasty – społeczny awans kobiet

Fasty zajęły dwa hektary hal fabrycznych pod dachem – jak pisze jeden z badaczy Fast i dawny pracownik kombinatu Jerzy Jamiołkowski. Mieściły się w nich trzy przędzalnie, dwie tkalnie (biała i kolorowa), wykańczalnia, farbiarnia oraz cała infrastruktura towarzysząca.  Codziennie przed fabryczną bramą zatrzymywało się nawet 30 autobusów pełnych “chłoporobotników” – jak się mówiło w PRL na pracowników i pracownice Fast.

W latach 70. pracowało w fabryce nawet 7 tys. osób. Przeważały kobiety (70 proc.), wiele dojeżdżało do kombinatu z okolicznych wsi. Praca w Fastach była ciężka, “fizyczna”, na trzy zmiany (w tym nocne). W tkalni, w przekraczającym 100 decybeli hałasie, w przędzalni w wilgotnym pełnym pyłu powietrzu, w farbiarni w oparach chemikaliów. Ale była też dla większości wiejskich kobiet społecznym awansem, szansą ucieczki ze wsi. W przemyśle lekkim zarobki nie były wysokie – pracę kobiet wyceniano niżej. Trochę to rekompensował dobry socjal: przyfabryczne przedszkole, przychodnia, stołówka, wczasy, kolonie dla dzieci.

Przez pół wieku działalności przez kombinat przewinęło się ok. 35 tys. robotników i robotnic. Pokazuje to jak wielu mieszkańców blisko 300-tysięcznego dzisiaj Białegostoku miało związki w fabryką.

Fasty – miasto w mieście

Fasty były wzorcowym wytworem socjalizmu, ze swoją gigantomanią, przodownictwem pracy, biciem rekordów. Stanowiły swoiste miasto w mieście (obiekt miał elektrownię, oczyszczalnię ścieków, rampę kolejową i lokomotywy, szkołę przyzakładową, sklepy, przychodnię, schron, saturatornię, tuczarnię). Były też polem popisu dla propagandzistów, którzy organizowali pogadanki, pochody, bratnie wizyty, wycieczki do demoludów, akademie „ku czci”. Fasty to wreszcie peerelowska patologia z akceptowalną kradzieżą, pijaństwem, donosicielstwem.

W opowieściach byłych pracowników mowa jest o codziennym mozole, wypadkach przy pracy, chybotliwej stabilizacji, niezamierzonym bohaterstwie i zawsze trudnych wyborach. Mimo to wielu byłych fastowiaków wspomina zakład z sentymentem. Ponieważ sytuacja powszechnego niedostatku budowała też więzi, budziła kreatywność, uczyła zaradności i dawała też poczucie, że wszyscy mają “tak samo mało”. Wiele kobiet, które przewinęło się przez fabrykę wspomina pracę tam z sentymentem. – „Fasty to było moje życie, spędziłam tam najlepsze lata” – opowiadała Krystyna Nofikow, matematyczka z przyzakładowej szkoły. Pamięta bale, wycieczki, imprezy, zespół Diamenty.

Fasty – upadek kolosa

W latach 80 Fasty były inicjatorem strajków w Białymstoku (zgłoszono tam 612 postulatów). Ale wolnorynkowe zmiany, jakie nastąpiły w ich wyniku, doprowadziły do likwidacji zakładu i utraty pracy przez wielu ludzi. W 1998 roku straty firmy sięgały 18 mln zł przy pikującej w dół sprzedaży i ujemnych kapitałach. Dług wobec ZUS-u i skarbu państwa sięgał 56 mln. W 1999 roku Fasty podzieliły się na spółki. Dzisiaj w dawnych budynkach wykańczalni działa firma włókiennicza Andropol, która jest w pewnej mierze spadkobiercą Fast. W miejsce peerelowskiego kolosa powstało wiele małych zakładów, sklepów i magazynów. W 2024 roku nadal toczyły się procesy osób, które przejmowały fastowski majątek.

Niedawno z frontowej ściany najbardziej wyeksponowanego budynku zniknął napis: „Jaka praca dziś” stanowiący pierwszy człon propagandowego hasła, które niegdyś witało wchodzących do kombinatu u fastowiaków: „Jaka praca dziś – taka Polska jutro”.

Fasty miały ogromny wpływ na to jaki jest dzisiejszy Białystok.

Skip to content