Halina Dąbrowska

Trzeba było sobie pomagać.

W BZPB Fasty przepracowała 36 lat swojego życia. Pracę rozpoczęła w 1963 roku jako uczennica w szkole zawodowej do 1966 roku. Po jej ukończeniu została zatrudniona jako tkaczka, potem sama wybrała stanowisko pomocy tkaczki – spokojniejsze choć trochę gorzej płatne. Kiedy w tkaninie na krosnach zrobiła się spora dziura, wtedy wkraczała ona i z wielka precyzją – niteczka po niteczce naprawiała szkodę.

 

Praca na akord i ciężkie warunki

Mimo że lubiła swoją pracę i się do niej przyzwyczaiła, przyznawała, że było to zajęcie bardzo ciężkie. Szczególnie kiedy praca odbywała się na trzy zmiany i była oparta na systemie akordowym, gdzie od ilości wyrobionych wątków zależały jej zarobki. Później Fasty przeszły na system dwuzmianowy i zrobiło się dużo lżej.

Na stanowisku tkaczki obsługiwała krosna. Na początku miała pod opieką cztery maszyny, lecz później zwiększono ich liczbę do sześciu. Krosna miały być cały czas w ruchu. Długie przestoje oznaczały mniejsze zarobki. Jej obowiązkiem była pilnowanie, by wszelkie drobne awarie szybko usuwać. Wiązała zerwane nitki: zarówno osnowę, jak i wątki, przewlekała nici przez nicielnice.

Jeśli zespół był dobry, a majster dbał o maszyny, to z wykonaniem założonego planu nie było zwykle kłopotu. Był zazwyczaj realistyczny – choć czasami zdarzała się trefna przędza – bardzo złej jakości, wtedy wszyscy mieli tyły. Miała szczęcie do ludzi – w brygadzie były fajne dziewczyny, przełożeni zwykle też byli jej przychylni i w porządku. Z wieloma koleżankami spotyka się do dziś.

 

Pomoc tkacza i precyzyjna robota

W pewnym momencie zapadła za zdrowiu. Po chorobie zdecydowała się przejść na spokojniejsze stanowisko – pomocy tkacza. Chociaż wiązało się to z mniejszymi zarobkami, praca ta była lżejsza i nie była już wykonywana w akordzie.

Jako pomoc tkacza była wzywana do większych awarii, na przykład, gdy czółenko uderzało w przesmyku i powstała duża dziura. Tkaczka nie mogła sama zająć się takimi usterkami, ponieważ jej podstawowym obowiązkiem było nieprzerwane pilnowanie ruchu krosien. Takimi awariami zajmowała się właśnie pomoc tkacza. To była bardzo precyzyjna, żmudna robota, czasami trzeba było powiązać i poprzewlekać nawet 5 tys. cienkich niteczek, ale Halina to lubiła i była ceniona za swoją dokładność.

Dla niej była to lżejsza praca. Przede wszystkim odciążyła nogi. Tkaczki musiały nieustannie chodzić od krosna do krosna, co odbiło się na zdrowiu większości z nich. Wiele z nich, w tym ona sama, boryka się dziś z problemami z kolanami czy chodzeniem.
Wzajemna pomoc i życie towarzyskie
Halina lubiła swoją pracę i ekipę. W zespole panowały dobre relacje, a wzajemna pomoc była koniecznością: koleżanki dopilnowywały sobie krosien, gdy jedna wychodziła do stołówki, załatwić sprawę, czy po prostu odpocząć.
Do dziś utrzymuje kontakt z niektórymi osobami poznanymi w szkole i potem w pracy. Spotykają się, odwiedzają, pomagają samotnym. W Fastach, które były niczym „miasto w mieście”, kwitło życie towarzyskie. Kobiety spotykały się po pracy, hucznie obchodziły imieniny, a nawet organizowały rodzinne wyjazdy z dziećmi, np. do Karwicy, co Halina Dąbrowska ciepło wspomina.

 

Kryzys i zakończenie pracy

W latach 80. Fasty jak i cała peerelowska gospodarka zaczęły podupadać. Halina wspomina czasy Solidarności i strajków jako „nerwówkę”. Prawie cała hala była wyłączona, a jedna lub dwie osoby włączały krosna – łamistrajki. Zaczęły się podziały. Była w Solidarności, ale zapamiętała raczej poczucie niepewności i obawy, co będzie dalej, czy po strajkach nie dotkną jej represje. Ma świadomość, że była wtedy odważna jak wiele innych Fastowiaczek i Fastowiaków, którym udało się wywalczyć wtedy wolne soboty i wyższe pobory.

Halina Dąbrowska odeszła z Fast w maju 1999 roku w ramach zwolnienia grupowego, które było już kolejnym. Zdecydowała się skorzystać ze świadczenia przedemerytalnego, choć miała dopiero 50 lat. Mogła zostać, pracować dłużej, ale czuła, że ma już dosyć pracy w atmosferze narastającej niepewności.

Projekt „Fasty – kolejne historie” jest kontynuacją prac nad zebraniem, opisaniem i upamiętnieniem historii Zakładów Przemysłu Bawełnianego Fasty, które w latach 60. i 70. determinowały życie niemal każdej rodziny w Białymstoku. Zadanie dofinansowane ze środków z budżetu Miasta Białegostoku.

Przejdź do treści